Ponton Packraft Amundsen II od Pinpack - recenzja

Całodzienny trekking Augustowską Puszczą. Nagle, między drzewami, pojawia się jezioro. Nie ma wyjścia, trzeba je obejść i nadrobić 5 czy 10 km marszu. Czy aby jednak na pewno? Otóż niekoniecznie, ponieważ można pokonać w tym momencie wyjąć z plecaka pełnoprawny ponton Packraft Amundsen II od firmy Pinpack. Piękna sprawa!


Co lubię podkreślać, jest to polska firma, a produkty tworzone są z pasją przez ludzi znających się na rzeczy i sami z nich korzystających. Galerie z wypraw oraz przydatne informację znajdziecie TUTAJ.


Na początku wspomnę jedynie, że recenzowany produkt to nie żadna 'pompowana poduszka' do pływania po Bałtyku między jednym, a drugim piwkiem. To wytrzymały ponton ekspedycyjny, który posłuży nam na długich wyprawach, zarówno po jeziorze jak i rwącym, górskim potoku.


Do rzezy. Zestaw Amundsen II zawiera następujące elementy:
  • ponton packraft (waga 3,3 kg)
  • siedzisko (0,18 kg)
  • pasy (0,19 kg)
  • worek do pompowania (0,16 kg)
  • worek transportowy (0,35 kg)

Łączna waga kompletu: 4,18 kg. Do tego należy doliczyć wiosła, zależnie od modelu o wadzę około. 1,2-1,4 kg.


Całość, po spakowaniu w dołączony worek, ma wymiary około 50 x 17 cm, czyniąc zestaw bardzo mobilnym. Możemy włożyć go do plecaka (w 40 litrowym mieści się z zapasem bez problemu), przytroczyć na zewnątrz (gdy mamy duży bagaż), do roweru lub wziąć pod pachę. Jednym słowem - nie ma ograniczeń jeśli chodzi o zabranie go ze sobą w teren. 



Sam ponton, po rozłożeniu i napompowaniu, ma wymiary 225 cm x 104 cm (wewnętrzne 165 cm x 50 cm) oraz wyporność 300 kg. Znaczy to tyle, że z powodzeniem zmieści się w nim dorosły człowiek razem z bagażem, dzieckiem czy... psem. Z testerskiej ciekawości sprawdziłem również 2 dorosłe osoby na pokładzie (da się, ale jest ciasno) oraz 3 (ponton idzie na dno ;) ). 


Pierwsze wrażenie organoleptyczne jest bardzo pozytywne. Materiał jest gruby i porządny, wykonanie staranne, profesjonalne w każdym calu, ani razu do głowy mi nie przyszła myśl 'przecież to nie popłynie'. Nie miałem nawet oporów przeciskać się przy wystających z wody konarach powalonych drzew. 





Po bokach burt znajdziemy mocowania na pasy, przydatne np. do przenoszenia napompowanego Amundsena. W środku podobnie - do zabezpieczenie bagażu przewożonego 'w nogach'. 




Interesujący jest również miecz na przedzie, który zapewnia dużą stabilność i sterowność. A z tym nie ma problemów - ponton kontroluje się bardzo łatwo i jest podatny na każdy nasz ruch, pozwalając z łatwością wymijać wodne przeszkody czy manewrować na ciasnych, rzecznych zakrętach.


Miłym dodatkiem jest pompowane siedzisko (lub oparcie, zależnie od ułożenia). Ponton, w przeciwieństwie do kajaka, ma cienkie dno przez które czujemy wszystko - czy to ziemię na bardzo płytkiej wodzie, czy to wystająca gałąź. Dlatego warto posadzić tyłek na dołączonej poduszce. A w zimnej wodzie po prostu od niej ciągnie i łatwo nabawić się wilka :)



Nie wspomniałem jeszcze o jednej rzeczy, mianowicie pompowaniu. Te odbywa się za pomocą 'pompki' czyli worka bez dna :) Ten przywiązujemy szczelnie do wentyla po czym nabieramy powietrze i wtłaczamy je do środka. Czynność należy powtórzyć kilka razy, dmuchnąć kolejne kilka i voila - sprzęt jest gotów do działania. Pomysł z pompką - na plus. Szczególnie, że waży ona jedyne 0,16 kg.




Sam proces przygotowania sprzętu do użycia zobaczycie na filmie poniżej.


W zestawie korzystałem z profesjonalnego wiosła TNP o długości 220 cm. Po złożeniu na 4 części, każda miała mniej więcej 55 cm. Tyle co nic - w moim plecaku górskim mieściło się w zewnętrznej kieszeni. 





Tyle jeśli chodzi o teorię i  suche fakty, pora na kilka słów o moich wrażeniach z obcowania z Amundsenem.

Pierwsze sprawdzenie sprzętu - 'na sucho' ;)

Powiem krótko - jestem oczarowany... Dużo chodzę, często w rejonach Puszczy Augustowskiej, i posiadanie w plecaku pełnoprawnego pontonu otwiera przed nami ogromne możliwości odkrywania nowych terenów.


Przykład? Zaczynając trekking w Augustowie konieczne jest pokonanie długich kilometrów miastem i asfaltami, aby dojść do pikantniejszej części czyli Puszczy. Rozpakowując Amundsena na samych bulwarach przy jeziorze Necko, w pół godziny możemy znaleźć się w zupełnej dziczy, z dala od ludzi, gdzie można dostać się jedynie maszerując długie godziny. 


O sytuacji wspomnianej na początku recenzji wspominać nie muszę, Możliwość przepłynięcia zbiornika wodnego zamiast obchodzenia go dookoła może być czasem na wagę złota.


Bardzo spodobała mi się również 'łączona' forma rekreacji - długi trekking wzdłuż rzeki zakończony spływem z prądem praktycznie pod sam dom. 


O przydatności produktu Pinpacka dla wędkarzy pisać nie muszę :)


Proces rozkładania, składania oraz samą zabawę z Amundsenem zobaczycie na poniższym filmie:


Możliwość noszenia przy sobie pewnego, porządnego pontonu to świetna sprawa. Każdy podróżnik doceni, co może zaoferować nam takie rozwiązanie i jak poszerzy horyzonty zwykłych wędrówek, gdy do dyspozycji mamy jakikolwiek zbiornik wodny. Zarówno pod względem możliwości zwiedzenia nowych terenów, zrobienia większej ilości kilometrów czy wplecenia nowego elementu przygody. 


Cena zestawu (bez wioseł)? No cóż, tu może być dla niektórych mały zgrzyt bo oscyluje on w granicach 2900 zł. Może się wydawać sporo, jednak takie są ceny profesjonalnych, porządnych pontonów. A Pinpackowy taki właśnie jest. Do zakupienia w SKLEPIE.

Do wyboru mamy całą gamę kolorystyczną jak również wersję z zabudowanym pokładem - na wzburzone wody, chociażby górskich potoków.


Tak więc czy polecam Amundsena? Z czystym sumieniem powiem, że jak najbardziej. Jeśli jesteśmy pewni, że będziemy z niego często korzystać to kwestie ceny będzie do przełknięcia, szczególnie, że sprzęt posłuży nam długie lata.


Jednego możecie być pewni - kompaktowy ponton zagwarantuje Wam nową gamę przeżyć podczas'pospolitych' wycieczke trekkingowych. Jeśli jesteście żądni przygód i nowych doznań, łapcie się za Pinpacka!




PLUSY:
+ kompaktowe wymiary po złożeniu
+ wytrzymałość i jakość wykonania
+ wygoda użytkowania

MINUSY:

- cena



Komentarze

  1. Witam
    Czy nadaje się na spływy płytkimi rzeczkami? Czy faktycznie jest wytrzymały? Co w razie uszkodzenia? Idzie na dno? Czy jest możliwość instalacji skega? Jaką prędkość rozwija? Szukam czegoś lekkiego, chholernie wytrzymałego i mobilnego, z tego co piszesz spełnia moje warunki, ale czy tak jest w rzeczywistości?

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza